giovanni-pampiglione-to-dla-mnie-wielka-przygoda

Giovanni Pampiglione: to dla mnie wielka przygoda

– Rosaria Omaggio mówiła po włosku, Robert Więckiewicz po polsku, a ja w obu językach naprzemiennie, starając się jednocześnie, żeby mieć jak najlepszą polską wymowę. Pod koniec dnia zdjęciowego nie wiedziałem, kim jestem – mówi Giovanni Pampiglione, który zagrał tłumacza Oriany Fallaci w filmie „Wałęsa. Człowiek z nadziei”.

Jak to się stało, że otrzymał Pan propozycję zagrania tłumacza Oriany Fallaci w rozmowie w Lechem Wałęsą?

– Zacznę od tego, że jako Włoch związany z Polską od blisko czterdziestu lat bardzo dobrze znam Andrzeja Wajdę i przyjaźnię się z nim. To bezinteresowna przyjaźń między mistrzem a trochę młodszym człowiekiem, który próbuje robić teatr. Po latach pomagałem Andrzejowi Wajdzie realizować „Sprawę Dantona” w Trieście, organizowałem mu casting i tak dalej. Kiedy mieszkałem w Krakowie, podziwiałem jego wspaniałe przedstawienia w Teatrze Starym: „Biesy”, „Nastazję Filipowną”, „Zbrodnię i karę” czy „Noc listopadową”. I już przechodzę do „Wałęsy”. Pewnego dnia otrzymałem telefon od Andrzeja Wajdy, który zwrócił się do mnie o konsultację w sprawie obsadzenia roli Oriany Fallaci. Brana była pod uwagę pewna pani, nauczycielka z Łodzi. Obejrzałem materiał z nią i odradziłem, bo była słaba i jak na Orianę Fallaci mówiła słabo po włosku, a raczej po akcencie łatwo było poznać, że to nie Włoszka. Andrzej posłuchał mojej rady i zrezygnował. Rozstając się z Andrzejem zagadnąłem go, że jeżeli miałby jakąś rolę w tym filmie, na przykład włoskiego bankiera czy kogoś z Watykanu, to chętnie raz u niego zagram.

I dostał Pan rolę?

– Nie od razu. Andrzej powiedział mi bardzo serdecznie, że nie ma niestety takiej roli przewidzianej w scenariuszu. Jednak po pewnym czasie dowiedziałem się, że Orianę zagra włoska aktorka, pani Rosaria Omaggio, nawet trochę do niej podobna. A potem okazało się, że potrzebny jest aktor do zagrania jej tłumacza i zaufanego, więc Andrzej Wajda zwrócił się z tym do mnie.

Kto był pierwowzorem pana postaci, bo przecież między Wałęsą a Fallaci musiał być tłumacz?

– To był inżynier, z Krakowa, związany z „Solidarnością”, znający język włoski, od lat przyjaciel Wałęsy. Ale właściwie nie grałem jego, bo wtedy nie wiedziałem o tej postaci. Gdybym wiedział, dałbym może jakiś charakterystyczny rys mojej postaci. Niezależnie od tego pozostałem w cieniu dwóch wielkich postaci, nie wysuwałem się na pierwszy plan.

Jak przebiegały zdjęcia?

– Kręciliśmy je w styczniu, w temperaturze minus 21 stopni Celsjusza, więc z panią Rosarią wyglądamy całkiem sino, a ja jak stary karczoch. Poza tym ja sam byłem wtedy w nienajlepszej formie zdrowotnej i psychicznej. Poza tym, jak się kręci w aucie, okna muszą być otwarte. Na dodatek popsuł się grzejnik elektryczny i musieliśmy siedzieć dwie godziny, bez ruchu, a ja byłem ubrany bardzo letnio, w marynarkę.

Poza tym Pana wysiłek był związany z realnym tłumaczeniem?

– Tak. Rosaria Omaggio mówiła po włosku, Robert Więckiewicz po polsku, a ja w obu językach naprzemiennie, starając się jednocześnie, żeby mieć jak najlepszą polską wymowę. Pod koniec dnia zdjęciowego nie wiedziałem, kim jestem. To był dla mnie olimpijski wysiłek, ale i wielka przygoda. W ogóle ten film był wielkim przedsięwzięciem logistycznym, w którym ogromną pomoc Andrzejowi Wajdzie niósł producent Michał Kwieciński, wspaniały człowiek o wielkiej kulturze, bardzo sympatyczny i inteligentny.

Był Pan na pokazie w Wenecji?

– Nie, ale byłem na premierze w Warszawie i to mi bardziej odpowiadało. Nie mniej czytałem recenzje we włoskich gazetach, w „Il Messagero”, „La Republica”, „Coriere della sera”. Wszystkie były bardzo dobre. „La Republica” napisała, że szkoda, że „Wałęsa” nie został wystawiony w Wenecji do konkursu, bo Robert Więckiewicz miałby ogromną szansę na nagrodę za główną rolę męską.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Krzysztof Lubczyński

VOD

Oskar Kolberg – życie i pasja

Śladami wielkich kompozytorów, Śladami Czajkowskiego


FACEBOOK / / INSTAGRAM / YOUTUBE